|
Archiwum
|
piątek, 18 stycznia 2008
Potrzebuję od zaraz programisty Java i programisty DB2 do pracy w ministerstwie. Warunki standardowe, płaca 1200PLN na rękę. Ktoś chętny? Nie widzę... Ustawa puszcza wszytko z dymem Ustawa "Antykominowa" spowodowała, że nie znajdę żadnego chętnego na te stanowiska. Żaden szanujący się specjalista nie będzie pracował za takie pieniądze. No żesz kurwa, chciało by się powiedzieć. Za tak chujowe pieniądze nie przyjdzie też pracować student, bo za dwa razy tyle znajdzie pracę w firmie prywatnej... Wszytkiemu winna jest wspomniana ustawa, która blokuje w praktyce możliwość zapłacenia stawki rynkowej za wynajęcie specjalisty. Dlatego też do pensji dorzucę dodatek 134% jej wysokości. Może za nie cale 3 tys na rękę ktoś się zjawi. Pewno nie... Co trzeba zmienić Najlepiej wyjebać na księżyc tę ustawę. Zrestrukturyzować ministerstwa w tych miejscach gdzie wytwarza się jakieś produkty np. oprogramowanie. Wdrożyć proste procedury rozliczania czasu prac i raportowania zadań. Zatrudnić project managerów z prawdziwego zdarzenia, a nie jebanych politycznych darmozjadów, którzy nawet własnym penisem nie potrafią w kiblu zarządzać tak by deski nie oszczać.
uf... wywaliłem frustrację z całego tygodnia... i jest mi lepiej...
czwartek, 10 stycznia 2008
... zrobi z Ciebie oficera. Znacie? Najmłodsi pewno nie, starsi wiedzą, że jest to hasełko z epoki realnego komunizmu. Co jest powodem, że zabieram głos? Na portalu blog.pl rozpętana została dyskusja "Czy studia są potrzebne?". Pytanie postawione w temacie jest bardzo ważne, a lektura wpisów osób uczestniczących w dyskusji w pewnym sensie zmusiła mnie do zabrania głosu. W związku z tym, że nie jestem pierwszą osobą, która wygłosi swoją opinię pozwolę sobie na początku na skomentowanie wypowiedzi poprzedników. McPraca i statystykael-commandante w swoim blogu stawia śmiałą tezę, że statystycznie studia nie opłacają się. Jako przykład podaje jako przykład swoją córkę, która po psychologii stara się o pracę w placówce jednej z sieci kawiarnii. Chce być specjalistą ds. HR. Idea szczytna i słuszna, ale żeby mieć mieć jakiekolwiek szanse na to stanowisko musi legitymować się odpowiednim wykształceniem. Ze stanowiskiem łaczy sie tez wyższa pensja i zapewne pewne dodatki. Fakt ukończenia studiów powoduje, że córcia ma większe szanse na objęcie wymarzonego stanowiska niż w sytuacji gdyby ich nie miała. Zatem statystycznie rzecz ujmując fakt posiadania dyplomu zwiększa zatem szanse na zaistnienie zdarzenia "otrzymanie pracy", czyli statystycznie posiadanie dyplomu jest opłacalne. Autor analizuje też, dość powieszchownie, ale zawsze, pojęcie McPracy i szuka źródeł tej drugiej w powielaniu systemu z USA. Poniekąd zgadzam się z nim w tym punkcie, choć moim zdaniem powód powstania tego rynku jest zgoła inny. Moje przemyslenie przedstawię na końcu. Papierek do dupny, czyli dyplomPierwszym wpisem, który zwrócił moją uwagę jest tekst libertynki, która stwierdza, że studia nie są potrzebne. Cóz moja droga. Pieprzysz głupoty. Oczywiście w dzisiejszych czasach, gdy znalezienie pracy jest stosunkowo proste brak wykształcenia nie jest problemem. Z własnego punktu powiem, że jutro czeka mnie rozmowa z chłopakiem, który dopiero co zaczyna studia, ale już dziś wiem, że go zatrudnię. Potrzebuję ludzi, którzy posiadają pewne specjalistyczne umiejętności i nie mam innego wyjścia. Specjalistów jest za mało na rynku bym mógł wybrzydzać. Dziś to mi zależy na pracowniku, a nie odwrotnie. Jednak patrzę w dłuższej perspektywie. Za kilka lat powróci sytuacja, w której będzie ciężej znaleźć pracę ponieważ rynek nasyci się już ludźmi. I co wtedy? Ja odrzucę wtedy wszystkich bez wykształcenia kierunkowego i zacznę wybierać. Dyplom, choć dziś wydaje się być zbędny to jutro może okazać się bardzo ważną kartą przetargową. Dlaczego? Dyplom daje gwarancję państwa, że jego posiadacz ma pewne umiejętności i wiedzę w danej dziedzinie. Zresztą takie sytuacje zdarzają się i dziś. Ot naprzyklad tu. Oficerem zostanę tylko z dyplomemCzas przedstawić swoje przemyślenia. Studia i studiowanie są bardzo ważnym elementem w życiu. Jednak w Polsce pewne wydarzenia spowodowały dewaluację wartości dyplomu i wzrost liczby "magisterków". Reforma edukacji zniszczyła system edukacji zawodowej, który poza przygotowaniem do pracy w zawodach takich jak mechanicy, szwacze, budowlańcy, przygotowywał też osoby do pracy w usługach "prostych" czyli McPracę. Barman, kucharz, kelner, klerk, ogrodnik w tych zawodach kształciły licea zawodowe. Dziś taka praca przypada w udziale osobom, które ukończyły studia na jakimś pseudokierunku (psychologia zwierzęca, marketing i zarządzanie) i własnie osoby z tej grupy najgłośniej gardlują za stwierdzeniem, że studia to strata czasu. McStudenci po McStudiach, bez perspektyw, albo z perspektywami na pracę w firmie znajomych/rodziców. Reforma edukacji spowodowała też znaczny spadek liczby studentów na kierunkach technicznych, które przygotowują do wykonywania zawodu i bardzo często dają też uprawnienia. Wraz ze spadkiem liczby studcentów na studiach technicznych wzrosła liczba osób, które studiują choć nie powinny. Dziś założenie uczelni to w praktyce formalność. Wiele kierunków nie wymaga prawie żadnego zaplecza. Na takie uczelnie trafiają osoby, które później stwierdzają że studia to czas stracony. Wniosek. Studia są potrzebne, ale nie każdy musi je mieć.
Właśnie po co ? Dziennik, pamiętnik czy inna tego typu cholera powinna być jedna dla wszelkich infomacji i treści które światu chcemy przekazać. Tyle tylko, że nie do końca. Koziolekweb był, jest i zapewne będzie poswięcony tylko sprawom związanym z programowaniem i zarządzaniem projektami. Nie zamierzam umieszczać tam wpisów osobistych i "przemyśleń" innych niż czysto techniczne. Koziołek, będzie blogiem znacznie obszerniejszym, bo obejmującym wiele aspektów mojego skromnego życia. Zapewne co pewien czas pojawi się tu recenzja jakiejś płyty czy książki. Może napiszę coś o problemach z ludźmi i firmami. Chyba też i na dowcipy znajdzie się miejsce. Coż zatem... zaczynamy |